sobota, 7 lipca 2012

Rozdział 3: "Jestem wolna."

(perspektywa Niall’a)
- Jesteście pewni, że Melody pojechała? Ona mnie trochę przeraża… - stwierdziła Ronnie, wsypując chipsy do miski. Postawiła ją na stole obok reszty przekąsek i zatarła ręce.
- Nie, spokojnie, dzisiaj ma… yy… coś do załatwienia – uśmiechnąłem się, pokazując aparat na zęby. – Gdzie do cholery jest Cher? – spytałem po raz setny tego wieczora, nerwowo tupając stopą o podłogę.
- Przybyłam! – usłyszałem od progu apartamentu, a ja podszedłem do drzwi. Moja przyjaciółka miała w ręce szampana. Wziąłem go od niej, podałem stojącemu obok Zayn’owi i przytuliłem ją. Chyba lekko oszołomiona odwzajemniła uścisk, wtulając się twarzą w zagłębienie między moją szyją a ramieniem. Czułem ciepłe powietrze wydostające się z jej nosa, słodkie perfumy… Ale wtedy zauważyłem, że wszyscy się gapią, więc odsunęliśmy się od siebie, a Cher przywitała się z resztą. Usiadłem obok Ronnie na kanapie i wziąłem piwo ze stolika
- Ah, miłość – westchnęła i dała mi kuksańca w bok. Przechodzący obok nas Liam usłyszał to i usiadł obok mnie z drugiej strony.
- On tak ma już od X-Factor’a. No wiesz, te wzdychania i w ogóle… - zaśmiał się.
- Odezwał się ten, który rzucił tancerkę – odburknąłem, a blond przyjaciółka spiorunowała mnie wzrokiem. W naszej „paczce” temat Danielle był od dawna zamknięty, bo jak powszechnie wiadomo, mój przyjaciel nie zerwałby z kimś od tak. Nikt właściwie nie wiedział, dlaczego to zrobił – Dan była śliczna, utalentowana i kochana, wręcz ideał dla Daddy Direction.
- Nie chcę o tym rozmawiać – powiedziałem równo z nim, przedrzeźniając go, bo tak zawsze wyglądała odpowiedź na moje zaczepki.
- To… Cher Lloyd, tak? Niezły wybór – odezwała się w końcu blondynka, poklepała mnie po kolanie i poszła włączyć muzykę. Każdy chwycił po piwie i zaczęliśmy szaleć na środku salonu. Typowa „domówka” – no, jeśli w hotelu można tak to nazwać.
 (perspektywa Louis’a)
- Nie pijesz? – spytał mnie Harry, podczas gdy ja bezmyślnie bawiłem się telefonem, siedząc wbity w kanapę.
- Nie, jakoś nie mam ochoty – wzruszyłem ramionami. Mój przyjaciel upił łyk piwa i usiadł obok mnie, podczas gdy reszta zawzięcie tańczyła, lekko pijana. No, może z wyjątkiem Liam’a, który i na trzeźwo potrafił dobrze się bawić. Właśnie wywijał dzikie pląsy z Ronnie.
- Ostatnio chodzisz jakiś wkurzony. Co jest, Lou? Jesteś chory? Zmęczony?
- Raczej to drugie – odezwałem się w końcu. – Nie ważne, dobra – machnąłem ręką i wsadziłem telefon do kieszeni. – Zabawmy się – rzuciłem mu swój firmowy uśmiech, wypiłem kilka łyków jego piwa i zaczęliśmy tańczyć z resztą.
W końcu to był wieczór bez M. Powinienem się cieszyć. Prawda? Jednak coś nie dawało mi spokoju, kiedy jej nie było. Po raz pierwszy od prawie dwóch lat zostawiała nas samych sobie, bez nadzoru czy kamer. Nienawidziłem jej wręcz, była okropna, ale… przywiązałem się do niej. Coś jak więzień do porywacza, to nawet miało jakąś specjalną nazwę, której nie pamiętam. W każdym razie to mnie uderzyło. Nasza praca była ryzykowna. Jeżeli ktoś odkryłby naszą tożsamość, to po nas. A co jeśli na tej misji… Niby to tylko drobna sprawa… Ale co jeśli M… nie podoła i… na samą myśl pobladłem i trochę zakręciło mi się w głowie. A może to wina alkoholu?
(perspektywa Harry’ego)
- Zagramy w butelkę? – spytałem, wymachując wymienionym przedmiotem.
- Ale nas jest tylko dwie, a was pięciu... – spojrzała po nas Cher.
- Umiem liczyć – wyszczerzyłem się. – To będzie trochę pikanterii – oblizałem suche usta i usiedliśmy w kółku. Ja zaczynałem. Trafiłem na Zayn’a, więc żartobliwie pocałowałem go w szyję, wywołując chichoty. Nie miałem gejowskich pociągnięć, więc i ja zachichotałem, bo to było co najmniej dziwne. Jakbym całował własną siostrę czy coś. Zayn trafił na Liam’a, którego pocałował w policzek. No i Liam… zakręcił butelką dosyć mocno, więc żeby się zatrzymała, czekaliśmy ze dwie minuty… ostatnie obroty i… butelka wylosowała Ronnie.
- Uuu, w końcu hetero parka – zaśmiał się Zayn. Ale mnie nie było do śmiechu. Modliłem się, żeby odmówiła, błagałem o to Boga.
- No co tak siedzicie? Całuj, całuj! – zachęcał Louis, za co miałem ochotę go zabić. Chodź w sumie nie wiedział, że Ronnie mi się podoba, bo… no cóż, od zawsze mi się podobała, nie ukrywałem tego. Śmieszy mnie fakt, że chłopcy zawsze zauważają, że ktoś mi się podoba, ale w tym wypadku nawalili.
Nasza „hetero parka” akurat siedziała obok siebie. Liam powoli przysuwał swoje usta do ust Ronnie, a ta przyciągnęła go i pocałowała namiętnie. No, to się nazywa kobieta! Ugh, jak ja mu zazdrościłem!
Lekko oszołomiony Payne miał oczy jak spodki, a zielonooka po prostu oblizała wargi i zakręciła. Padło na mnie.
Uśmiechając się podszedłem do niej i już się nachylałem, kiedy…
- Kurwa no nie! No po prostu: Kurwa. No. Nie! – usłyszeliśmy i muzyka ucichła. Do pokoju weszła nasza „dyktatorka”, stukając obcasami w podłogę.
- M?! Co ty tu robisz?! – zdziwił się Niall. Jak my wszyscy.
- Wróciłam wcześniej i co widzę? Imprezka! Ugh, mówiłam wam coś o tym! Śmieciowe żarcie i alkohol osłabiają organizm. A wasze są wam jeszcze długo potrzebne. Zayn, myślałam, że chociaż ty ich przypilnujesz – wywróciła oczami i poszła do swojej sypialni. Wszyscy popatrzyliśmy na Malik’a jak na zdrajcę, a on podniósł ręce w geście poddania się.
- Ja nic nie miałem pilnować, to Liam jest Daddy Direction.
- To tego… będę się zbierać – mruknęła Cher, lekko oszołomiona wybuchem M. Pocałowała Niall’a w policzek na pożegnanie i wyszła. Horan wydawał się być zdziwiony i wniebowzięty, więc poszedł do swojej sypialni. Zayn machnął ręką na to wszystko i również poszedł spać, a za nim – nadal oszołomiony pocałunkiem – Liam. Louis wziął miskę chipsów i poszedł do Liam’a – pewnie chciał się dowiedzieć szczegółów. Zostałem sam z Ronnie w salonie.
- To ja zjadę do swojego pokoju… - odeszła ode mnie kilka kroków w stronę windy.
- Nie dokończyliśmy gry – mrugnąłem do niej.
- Wszyscy już poszli.
- No właśnie – uśmiechnąłem się perwersyjnie.
- Harry… - jęknęła, wywracając oczami.
- Pocałuj mnie – powiedziałem całkowicie poważnie, patrząc jej w oczy.
- Co?!
- Pocałuj mnie – powtórzyłem.
- Idź spać, Haz. Za dużo piwa – poklepała mnie po ramieniu i ziewając zjechała windą do swojego pokoju.
Co mi odwaliło?! „Pocałuj mnie”. Boże, jak jakiś siedmiolatek. Ale jestem schlany, to mnie usprawiedliwia.
(perspektywa M)
- Kto miał przesłuchać tą Szwedkę? – spytałam chłopaków przy lunchu.
- Ja – zgłosił się Niall z buzią pełną płatków. Nawiasem mówiąc, kto normalny je płatki śniadaniowe na lunch? – Ale dopiero jutro, bo jest podobno jakąś psycholką.
- Jeśli wierzyć CL. A ja jej nie szkoliłam. Właściwie kto ją szkolił?
- Wujek Simon – wtrącił się Louis.
- Tak, bo on coś wie o FBI – prychnęłam.
- Jest szefem naszego wydziału...
- No to ciekawe, czemu mi kazali was szkolić? – założyłam ręce na piersi.
- Może chcieli cię sprawdzić? – zauważył Zayn. Od mojego wczorajszego wybuchu nie rozmawialiśmy ze sobą. W sumie to nawet lepiej. Wolałabym nie zostawać z nim sam na sam…
- Dobra, zamykamy temat w takim razie. Pamiętaj N: Szwedka, przesłuchanie, jutro. O szóstej wieczorem chcę widzieć taśmę z nagraniem z przesłuchania pod moimi drzwiami.
- Ok, oddychaj trochę – wtrącił Louis.
- Co?! – syknęłam.
- Zapowietrzysz się kiedyś, tak sycząc i warcząc, wiesz?
- Mało zabawne – zauważyłam, ale moją uwagę zagłuszył słynny śmiech Horan’a.
Resztę lunchu przemilczałam, podczas gdy matołki kradli sobie nawzajem jedzenie i ogólnie… no cóż, matołkowali. Może Louis miał rację? Może powinnam zmienić nastawienie? Fakt, wkurzali mnie. W ogóle denerwowała mnie sytuacja ze szkoleniem ich. Ale to już prawie dwa lata, a szef nadal nic nie zmienił. Nawet nie dostałam pieprzonej pochwały od Simon’a. W każdym razie nie mogłam zacząć być od razu miła. Powinnam zacząć od jednej osoby… Spojrzałam po nich znad talerza po kolei.
Zayn Malik – nie, na pewno nie. Stanowczo mi to nie odpowiada.
Harry Styles – zdecydowanie nie. Był za bardzo podrywaczem, mógłby sobie jeszcze pomyśleć, że nagle mi się spodobał. A tego nie chcę, nie ma mowy.
Niall Horan – nie, dziękuję, nie mam zamiaru go dokarmiać co chwila w geście „przyjaźni”.
Liam Payne – odpowiedzialny, jest teoretycznie moim zastępcą, ale… został Louis.
Louis Tomlinson – jakoś nigdy mnie specjalnie nie wkurzał, mimo iż często na siłę próbował być zabawny. Moje szkolenie chyba go zmieniło. A może sława? Sama nie wiem. Chyba zacznę od niego.
- Louis? – spytałam, podczas gdy Liam rozdzielał kłócących się o ostatnią frytkę Harry’ego i Niall’a, a Zayn wyszedł na papierosa (chodź tyle razy mu trułam, że nie powinien).
- Tak, M? – odpowiedział, patrząc mi prosto w oczy.
- Przepraszam – powiedziałam całkowicie szczerze i poważnie, a on otworzył szeroko usta ze zdziwienia.
- Żartujesz? To jakaś nowa forma sarkazmu?
- Nie. Naprawdę przepraszam, że tak na ciebie syczę – przejechałam palcem po powierzchni trzymanego w dłoni widelca. Tomlinson przez dłuższy czas wpatrywał mi się w milczeniu, bo czułam jego wzrok na sobie.
- Przeprosiny przyjęte – odparł w końcu darząc mnie czymś w rodzaju uśmiechu i odszedł od stołu. Obejrzałam się za nim: miał minę, jakby chciał zwymiotować. Oh, świetny początek „przyjaźni”.
(perspektywa Louis’a)
Po dziwnych przeprosinach M poszedłem do toalety w hotelowej restauracji. Ochlapałem twarz zimną wodą i spojrzałem w lustro. Przeczesałem włosy palcami i zacząłem zastanawiać się sam nad sobą:
Kim jesteś, Tomlinson? Gwiazdą, agentem czy… marionetką? Dlaczego twój największy wróg cię przepraszał, co? Czy to jej kolejna gierka? Wyglądało to bardzo szczerze…
Spojrzałem na swoje dłonie: trzęsły się, tak samo jak nogi. Usiadłem przy ścianie na podłodze, schowałem twarz w dłonie i zacząłem płakać. To mnie przerastało. To było za dużo na moją psychikę. Dlaczego ona mi to robiła? A co jeśli jutro znowu będzie taka sama?
Tak wiele pytań, a odpowiedzi znikąd. Nawet nie wiedzieliśmy kim była, jedynie pierwszą literę jej imienia, a i to mogło być kłamstwem. Na świecie, żeby dostać prawdę, trzeba się nacierpieć. Nie chciałem skończyć jak ta Catharina, którą znalazłem w szafie. Ale uzależniłem się od M, w tym coś musiało być.
(perspektywa Niall’a)
Następnego dnia w przebraniu miałem przesłuchiwać „dziewczynę z masakry”. Przed drzwiami pokoju przesłuchań wziąłem głęboki oddech, włączyłem dyktafon i wszedłem do środka. Na krześle siedziała mysio-włosa dziewczyna. Patrzyła na mnie wielkimi, szarymi oczami. Wyglądała lepiej niż gdy zabieraliśmy ją z jej domu. Nie trzęsła się już, ani nie krzyczała.
- Jestem agent N – odparłem zmienionym przez specjalne urządzenie głosem i usiadłem naprzeciwko niej.
- Catharina Alvbris – odparła cicho i zaciągnęła przydługie rękawy ciemnej bluzy na dłonie. – Ale możesz mi mówić Cath – dodała.
- Ok, a więc… Cath. Wiesz dobrze, o czym będziemy rozmawiać, prawda? O wieczorze, w którym twoi przyjaciele… no cóż, tragicznie zginęli, nie ukrywajmy.
Dziewczyna powoli pokiwała głową, wzięła głęboki oddech i zaczęła opowiadać o tej nocy. To, co opisywała było… okropne. Przerażające…
(perspektywa Cathariny)
- Tamtego wieczora robiłam imprezę na zakończenie roku szkolnego dla mojej klasy. Mieliśmy trochę alkoholu, pizzę i dobrą muzykę. Akurat rozmawiałam z chłopakiem, który od pół roku mi się podobał, a nigdy… nie miałam odwagi do niego zagadać, tak jakoś. Okazało się, że oboje uwielbiamy 30 Seconds To Mars i wymienialiśmy uwagi na ich temat. Lepiej być nie mogło, naprawdę. Choć zazwyczaj byłam odludkiem i nie miałam przyjaciół, to na imprezę przyszli wszyscy z mojej klasy. Wszyscy z wyjątkiem Linn Storck, dziewczyny, która chyba najbardziej w klasie mnie irytowała. Wysoka blondynka, niebieskie oczy, ale wbrew pozorom niegłupia. Po prostu taką udawała, żeby podobać się chłopakom. I godzinę przed… tym wszystkim przyjechała swoim srebrnym i lśniącym jak za przeproszeniem psu jajca motorem w minispódniczce. Weszła do domu i nawet nie odezwała się do mnie słowem tylko rzuciła się z językiem na Set’a. I tyle z moich marzeń o randce z nim. Zrezygnowana postanowiłam iść do swojego pokoju i posłuchać własnej muzyki w samotności. Akurat w moich słuchawkach rozbrzmiewała piosenka The Wanted – Warzone, kiedy usłyszałam przeszywający pisk i zeszłam na półpiętro. Ktoś w masce… zabijał. Tak po prostu. Nie wiedziałam kto to, ale… krew była wszędzie. Serce zaczęło mi mocniej bić. Co robić? Dzwonić na policję? Na pogotowie? Działać sama?
A morderca wbijał noże w śpiące na podłodze osoby. Niektóre chciały uciekać, ale nie mogły… Miał piłę. A może miała? Nie wiem, to było… - zaczęłam łkać i się trząść.
- Myślisz, że to mogła być Linn? – spytał agent N.
- Ta maska... dlatego przestraszyłam się tego drugiego…
- Agenta Lo – podpowiedział mi, a potem podał chusteczkę. Wyczyściłam nos i spojrzałam mu w oczy. – Jak masz na imię?
- Tego nie mogę zdradzić, wybacz mi – pogładził moją dłoń. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy w śmierdzącym pomieszczeniu, a ja zastanawiałam się, czy skądś go znam, chodź nie widziałam jego twarzy. – A skąd krew na twoich butach?
- Po wszystkim… zeszłam na dół… i chciałam zadzwonić na policję… Ale oni już jechali. Widocznie sąsiedzi po nich zadzwonili. Bałam się, że morderca… że wyskoczy zza rogu… Więc schowałam się w szafie. No a że krew była wszędzie… - wydusiłam.
- Rozumiem… nie będę cię już męczył. Wiem co przeżywasz – odparł, nadal trzymając moją dłoń. Wyrwałam ją, wściekła.
Nie wiedział o mnie nic, nawet nie spytał o wiek. I chce mnie oceniać. Ciekawe czy jego znajomych też pozabijali i musiał na to patrzeć? Czy musiał o tym opowiadać przed zamaskowanym, nieznajomym człowiekiem i nie zacząć krzyczeć?
- Nie wiesz o mnie nic – wycedziłam przez zęby, a on otworzył usta i je zamknął. Odchrząknął, pożegnał się i wyszedł, a mnie zaprowadzono do mamy czekającej na zewnątrz, mimo iż z nią nie mieszkałam od prawie roku. Przytuliła mnie i zaczęła łkać w moje włosy związane w warkocz. Odsunęłam się od niej, uśmiechnęłam się i wyszeptałam jej na ucho:
- Jestem wolna.

_________________________________________________________
Od razu odpowiadam Wam na moje komentarze: M nie ma na imię Melody, tylko Ronnie tak na nią mówi. Pisałam o tym w poprzednim rozdziale ;)
Aha, no i po prawej macie takie okienko, w którym można zadawać mi pytania. Lub, jeśli wolicie okrężną drogę to możecie wejść TUTAJ :)
Staram się pisać dłuższe, chociaż trochę. Na razie średnio mi to idzie, ale... liczą się chęci, prawda?
Teraz będę dodawać rozdziały trochę częściej, bo siedzę w domu wieczorami i rano, a jak nie mam co robić, to piszę. Wróciłam z Krakowa, wyłaziłam się po wsze czasy. Chyba najbardziej podobała mi się kopalnia soli w Wieliczce. Przepiękne cacko. Ale co ja Wam będę przynudzać, jak będziecie jechać w tamte okolice, to polecam (chodź bilety na wejście drogie, WARTO!).
Do następnego: 25 komentarzy :)
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
@MargaaStyles xx

17 komentarzy:

  1. Niall i Cher. Nie nie przekonuję sie do nich.

    Fajny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
  2. :O Zaskoczyłaś mnie w tym rozdziale ;d a ta Cath pewnie kłamała ;o

    OdpowiedzUsuń
  3. haha fajnie się zapowiada przyjaźń M i Lou xD coś mi się wydaję że Cath jeszcze się tutaj pojawi, ale moje przypuszczenia w 80% są nie trafne więc .. xD super ! czekam na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedny Lou...nie dziwie mu się tez bym zwariowała a ta cała Catharina wydaje sie być dziwna...moze kłamała. ? Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie nadal ciekawi M i Malik *_________*. Czekam na nn.

    http://hateor-love.blogspot.com/ ; P

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajny rozdział :D czekam na następny. x

    OdpowiedzUsuń
  7. oo zajebisty rozdział... wow jakis psychol ten kolo w masce ciekawe czy okaże sie kto to :D ale mysle ze ty masz juz to wsyzstko ładnie przemyślane :D nie zeby coś ale Lou jest troche dziwny :D m tez ;d
    ok zapraszam do mnie na blog o 1D <33 if-you-love-me-stay.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Intryguje mnie sytuacja między Zaynem i M. Mooże coś z tego będzie? A może M i Lou? Uh.. Niecierpliwie czekam na nowy, bo tak dobrego opowiadania baardzo dawno nie czytałam <3
    @Disgrance

    OdpowiedzUsuń
  9. Styles się zakochał, zresztą pozostali chłopcy również ; DD. Ciekawe jakie będą romanse w tym opowiadaniu, czekam z niecierpliwością.
    Zastanawiam się też jak rozwiąże się ta cała sprawa z zabójstwami.
    rozdział jak zwykle prześwietny. ; ]]
    czekam na NN.

    OdpowiedzUsuń
  10. M i Zayn, M i Lou, Cher i Niall, Ronnie i Liam, Ronnie i Harry :D podoba mi sie bardzo :D Jestem ciekawa jak to się wszystko rozwinie i czy Cath jeszcze się pojawi :D A ten zamaskowany facet jakiś pojebany xd
    czekam na kolejny ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja pierdziele jaka masakra o.O
    Ja jakbym była świadkiem czegoś takiego to raczej bym przez okno zjebała, bo szafa to niebezpieczna jest :D

    świetny rozdział, mam nadzieję że szybko dodasz coś nowego :) xx

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakie to cudne uczucie znajdować się w opowiadaniu! :D
    Fajnie to wszystko wygląda i w ogóle, haha *.*
    No cóż... czekam na następny rozdział, który zacznie się z mojej perspektywy! #FuckYeah :D

    Love you! xx

    @Real_Mrs_Paynex

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie zaglądałam jakiś czas, a tu czekały na mnie dwa nowiutkie rozdziały *.* :). Fajnie akcja się rozwija, bardzo mi się podoba :). Zapraszam na historię z 1D storyoffaless.blogspot.com/ :). Zostaw coś po sobie.

    OdpowiedzUsuń
  14. ojjjjjjjj , bardzo fajne czekam na więcej xoxo

    OdpowiedzUsuń
  15. AHOJ.
    Całkiem interesujący rozdział, szczególnie końcówka, bo bardzo byłam ciekawa jak przebiegała ta ' masakra' u Cath, której nawiasem mówiąc strasznie mi szkoda.
    tak z innej beczki, szkoda że M przerwała gre w butelkę, bo zaczęło robić się całkiem ciekawie xd
    A NO I CHER I NIALL, AAAAAH *__________________*
    Av. x

    OdpowiedzUsuń